Category: PRYWATNOŚĆ

DLACZEGO REMIX NEKU ?

piwo dlugie

Tutaj; https://soundcloud.com/ne…/neku-chodz-ze-mna-na-serio-remix…Takie spotkania stanowią o urodzie życia. (Neku) Cypriana znam od zawsze. Nie ma taty. Gdy był mały to zdarzało mi się pomagać w sprawach życiowych jego mamie, koleżance mojej ówczesnej partnerki. Później zabierałem go na mecze i woziłem na treningi piłkarskie a nawet byliśmy razem pokopać.Także gdy mieszkał u cioci w Opocznie to, przyjechał do mnie pare razy. Po 2008 roku kontakt się rozluźnił. Chłopak pojechał na Cypr do swojej mamy, która tam pracowała a on uczył się i trenował. W lutym tego roku znów się odnaleźliśmy i spotkaliśmy na piwie. Wszak to już dorosły, ponad dwudziestoletni chłop. Wspominał wtedy, że kompletuje sprzęt by na poważnie spróbować sił w rapowaniu. Rozwija się. Będzie super.

facebook; Foto Marek Kowal


IMIENINY TATY

qfj;;iygk;;;

W niedzielę były imieniny mojego taty, Stefana. Taki dzień najlepiej spędzać w otoczeniu najbliższych, spotkaliśmy się zatem w gościnnych progach łódzkiej Restauracji Stary Rynek 2. Solenizant był oczywiscie główną postacią spotkania, ale znaczną część show zagarnął również jego 8-miesięczny prawnuk Julek 🙂

Facebook: Foto Marek Kowal


KORA NA PRYWATNYM PRZYJĘCIU

iiutttuippput

Rok 1985. Myślałem, że zaginęły te fotki w pomroce dziejów, nie mogę tymczasem zlokalizować negatywów w swoich zbiorach . Dotarłem natomiast do wydruków. Lichej jakości ale są. Było to wesele moich przyjaciół w restauracji Malinowa łódzkiego Hotelu Grand. W tym samym hotelu przed zbliżajacym się koncertem rezydował zespół Maanam wraz z ekipą . Pomyślałem sobie, że byłoby niesamowitym wspomnieniem gdyby gwiazdy zajrzały na przyjęcie. Zaproszenie przyjęła Kora i basista Bogdan Kowalewski. Po toaście za szczeście nowożeńców, Kora cierpliwie podpisywała zaproszenia ślubne i fotografowała się z weselnikami. Było naprawdę bardzo miło. Na koniec pojawił się jeszcze perkusista Jarosław Szlagowski ( zdjecie ostatnie – przy szatni)

Facebook: Foto Marek Kowal


Z SZAFY KOWALA. WESTERPLATTE.

uutreer677iutt

Podczas przeglądania archiwum wpadły mi w ręce trzy fotki z czasów „słusznie minionych”. Jednocześnie z czasów, kiedy to nikomu nie wpadłby do głowy pomysł urządzania uroczystości na Westerplatte bez udziału żołnierzy. Mam też osobistą historyjkę na tą okoliczność. Jak zwykle w takich razach przepychał się tłumek fotoreporterów. Ja kucałem w pierwszym rzędzie. Gdy W. Jaruzelski już, już zbliżał się do nas maszerujac wzdłuż szeregu wojska, jakiś kretyn potrącił mnie kolanem w plecy. Machając rękami w pływackim stylu motylkowym ledwie wybroniłem się z opresji, by nie paść do stóp generała.

Facebook: Foto Marek Kowal


BENEDYKT JERZY HOŁDROWICZ

lkytddwtuolbder
Zwyczajnie mój dziadek Jurek. Jako młody chłopak brał udział w rozbrajaniu Niemców. Później wraz z innymi kolegami, studentami zaciągnął się ochotniczo do wojska by wziąć udział w wojnie 20-tego roku. Uhonorowany został Odznaczeniem „Polska swemu obrońcy 1918-1921”. Cenił sobie to odznaczenie. Przypięte było nawet do munduru, w którym brał ślub z naszą babcią Gienią czyli Eugenią ze Stawińskich. Załączyłem też dwa najstarsze zdjęcia dziadka – z pierwszej komunii i z harcerstwa. Dziadek przez całe życie służył Ojczyźnie. W latach 30-tych jako porucznik Wojska Polskiego pracował w sztabie obrony przeciwlotniczo-gazowej w Tomaszowie Mazowieckim . Zachowała mi się nawet bardzo zniszczona gazeta z 17.09.1933 roku, w której jest zapowiedź jego odczytu na ten temat. Są też zdjęcia z ćwiczeń. W 1939 roku walczył w kampanii wrześniowej w szeregach Armii Poznań. Ranny, trafił do niemieckiej niewoli. Zdjęcia, nieśmiertelnik, Nowy Testament ze stemplem obozowej cenzury i milicyjna przepustka pozwalająca mu wrócić z wyzwolonego oflagu Woldenberg do domu, to relikwie z tamtego okresu. Jako sanacyjny oficer liczył się z zagrożeniami ale wrócił do rodzinnego Tomaszowa Mazowieckiego, do żony i trzech córek. Kilka miesięcy leczył się z poobozowego wyniszczenia. Wrócił wychudzony, schorowany, bezzębny. Bał się, ale udało mu się uchronić przed ciężkimi represjami. Potem oddał się pracy dla pomyślności tej Polski która wówczas była, budowaniu przyszłości swoich córek, później wnuków. Na emeryturę odszedł ze stanowiska dyrektora jednego z tomaszowskich zakładów pracy. Zmarł w 1977 roku.
Córki: Barbara, Ewa – moja mama ( zm. 2004), Magdalena (zm. 2009). Wnuki: Marek czyli ja, Małgorzata Gabryelczyk, Piotr Dziubiński, Wojciech Terech, Barbara-Katarzyna Grygorczyk Kasia Terech. Prawnuki: Marcin Gabryelczyk, Ida Garstecka (Dziubińska), Damian Damian Gabryelczyk, Igor Dziubiński, Beata Grygorczyk, Nina Dziubińska, Oliwia Marek Kowal (Oliwka I Tata). Praprawnuk Julian Gabryelczyk. Jesteśmy dumni z naszego dziadka i z tego, że jesteśmy Polakami. Pamiętamy
Facebook: Foto Marek Kowal

RÓD MIERZEJEWSKICH Z WOLBORZA.

ttykloutree66

Wywodzimy się z Wolborza, od Małgorzaty ( z Miderów 1890-1969) i Andrzeja ( 1884 – 1950 ) Mierzejewskich. Spotkaliśmy się w ostatni weekend. Byli ci mieszkający nadal w Wolborzu i w okolicach, ale także ci rozproszeni po różnych zakątkach kraju i Europy. Byli też nasi bliscy, którzy postanowili dzielić z nami życie i tradycje rodzinne. Niesamowite były pierwsze chwile spotkania. Niektórzy widują się często, inni spotkali się po kilkunastu a nawet kilkudziesieciu latach, jeszcze inni zobaczyli się po raz pierwszy. Ród nie zaginie, przyjechało też sporo maluchów. Można było na specjalnych tablicach przypomnieć sobie swoje usytuowanie w drzewie rodzinnym. Dla wszystkich przygotowano kartki z imionami do przyklejenia na piersi by łatwiej było się nawzajem rozpoznać 🙂 Niezwykłą pamiątką będzie zdjęcie najstarszego z rodu, mojego taty, Stefana Kowala (84 lata) wnuka Małgorzaty i Andrzeja) i najmłodszego 4,5-miesięcznego Piotrusia Mierzejewskiego, ich praprawnuka. Na tym zlocie była też moja siostra Małgorzata z mężem Krzysztofem.

Wiele lat temu moja babcia Marysia ( Marianna Kowal z Mierzejewskich ) sięgnęła pamięcią jeszcze dalej a ja to nagrałem na taśmie. Wspomniała swoich dziadków czyli ojca i matkę Andrzeja. Byli to Roch i Marianna. Wspominała także ojca i matke Małgorzaty, czyli Antoniego Miderę i Józefę z Walaśkiewiczów. Moja babcia na fot. 2 ze swoim prawnukiem a moim siostrzeńcem Marcinem Gabryelczykiem. Marcin ma teraz 31 lat i siedmiomiesięcznego syna Juliana.

Przypomniała mi sie niesamowita i w pełni autentyczna historyjka dotycząca prababci Małgorzaty. Przed laty krażyłem po terenie zbierajac materiały dziennikarskie. Kiedyś miałem przejeżdzać przez Wolbórz. Postanowiłem zajrzeć na cmentarz, zapalić świeczke przodkom. Późna jesień, zmierzch i mrzawka. Pusty cmentarz. Wiedziałem z grubsza gdzie jest ta mogiła ale nie mogłem znaleźć. Łaże, szuru buru po zeschłych liściach, aż słyszę jakies stuk puk, stuk puk. Idę w tamtą stronę. Na grobie prababci był wtedy prosty metalowy krzyż, a tablica z nazwiskiem oberwała się z jednej strony. Stąd to pukanie na wietrze. Tak prababcia Małgosia przywołała mnie bym nie przyjeżdżał na marne i jak już tu byłem to jednak bym trafił do niej.

I jeszcze jedno. Zawsze gdy przejeżdżałem przez Wolbórz to wspominałem pagórek na którym piorun zabił pradziadka Andrzeja. Nieopodal prowadzi droga do Łodzi przez Baby.

Facebook: Foto Marek Kowal


I KOMUNIA OLIWKI

vvdssghhttrr

Moja córeczka Oliwka przystąpiła do Pierwszej Komunii. Najpierw, jeszcze przed wejściem do kościoła, poprosiła w imieniu wszystkich dzieci o błogosławieństwo ojca i matkę. Był do dla niej bardzo szczęśliwy dzień, także dlatego, że miała wokół siebie wszystkich tych, których kocha. Mama Oliwki pięknie ją przygotowała do tej uroczystości.

Facebook: Foto Marek Kowal


WIELKANOC Z OLIWKĄ.

Zftyjkgff

Niestety nie w tym roku, także nie w poprzednich latach. To starsze zdjęcia. Matka Oliwki uniemożliwiła nam świąteczne spotkanie tak jak i uniemożliwia nam jakiekolwiek inne kontakty. Ostatni raz rozmawiałem z Oliwką przez telefon 2 stycznia. ( nie widzieliśmy sie w święta Bożego Narodzenia ). Wtedy bardzo płakała i chciała bym był przy niej bo tęskni. Jakżesz można zatracić się w podłości, by mścić się na dziecku i jego ojcu za to, że się kochają, tęsknią za sobą, chcą się kontaktować i przebywać razem. Bardzo obawiam się o to, że presja psychiczna jaką wywiera matka na córkę zagraża jej kruchemu zdrowiu.

Wczoraj nie wytrzymałem, spróbowałem skontaktować się z Oliwką, gdy wysiadała z auta wraz z matką i bratem w miejscu zamieszkania. Gdy Pani A mnie zauważyła, krzykiem nakazała Oliwce by ta biegiem uciekała do klatki schodowej bo jestem złym człowiekiem. Bardzo przykre. Sama zaczęła wydzierać się wniebogłosy sugerując sąsiadom, że jest w niebezpieczeństwie, jako ofiara napadu. Udało mi się wytłumaczyć sąsiadom jak i ochroniarzowi, że to jest po prostu moja próba kontaktu z dzieckiem. Pani A. wezwała policję a ja widząc przybyły patrol także się z nim skontaktowałem. Muszę przyznać, że funkcjonariuszka wraz funkcjonariuszem podeszli z dużym taktem, kulturą i zrozumieniem do moich wyjaśnień.

Kolejny partner pani A., ojciec jej syna także ma utrudniane a niekiedy wręcz uniemożliwiane kontakty z dzieckem (także w święta). Chłop nie wytrzymał. W wyniku długotrwałego stresu ,przedwczoraj wylądował w szpitalu na oddziale kardiologicznym.

Facebook: Marek Kowal ( Oliwka I Tata )


RUDY ODSZEDŁ

rrrrrrrrrrrrruuudd

Gdy Rudy przyszedł do schroniska przed blisko czterema laty był już starym psem. Miał pierwsze problemy ze stawami. Zaopiekowała się nim Angelika pracująca w schroniskowym gabinecie weterynaryjnym. Zżyła się z Rudym i go adoptowała. Miała też olbrzymiego teriera. By nie siedziały całymi dniami w domu przyprowadzała je do pracy, gdzie przebywały w specjalnie przygotowanym dla nich boksie. Też tam pracowałem. Lubiłem przechadzki z Angeliką i jej psami po łące za schroniskiem. Robiłem fotki. Gdy jej nie było, na przykład z powodu urlopu, sam z nimi wychodziłem na spacery. Psiska przyzwyczaiły się też do mnie. Niestety, właściciel placówki w ramach swoich kolejnych dziwacznych fochów zabronił Angelice przyprowadzania psów. Trudno było obydwa olbrzymy wziąć na stałe do niewielkiego mieszkania na Retkini, więc w oczywisty sposób Rudy trafił do mnie. Obawiałem się tylko jego agresywnego zachowania do innych zwierząt, ale z moją niewielką suczką Moli polubili się od pierwszego merdnięcia ogonem. Zaglądalismy do gabinetu, w sprawach szczepień, leczenia czy ” z wizytą” i Rudy miał okazję do spotkań ze swoją dawną panią, a gdy na póltora miesiąca wylądowałem w szpitalu to ona z kolei (wraz z innymi przyjaciółmi ze schroniska Agnieszką i Sławkiem), wyprowadzała moje psy na spacery. Wraz z Mariką, która też pracowała w gabinecie zorganizowaliśmy „spotkanie noworoczne” Rudemu i jej suczce Dumie też adoptowanej. Obydwa czworonogi były bardzo do siebie podobne.
Gdy ponad 1,5 roku temu postanowiłem prowadzić pustelnicze życie na siedlisku w krajobrazie Wzniesień Łódzkich, moje zwierzęta przeprowadziły się ze mną ( także koty, pajak ptasznik, zółw i ryby ). Początkowo chodziliśmy z psami na dalekie wyprawy aż do Dużego Lasu i nad Staw. Później Rudy coraz gorzej dawał sobie radę na spacerach i wreszcie musieliśmy z nich zrezygnować. Pozostało mu „patrolowanie” podwórka. Kiedyś zabrałem psy nad Staw autem. Kosztowało to Rudego tyle sił, że po powrocie nie był w stanie wyjść z pojazdu. Z tych przejażdżek też zrezygnowaliśmy. Ostatnio proces starzenia się psiego organizmu nabrał galopujacego tempa. Przyplątywały się różne dolegliwości. Przejście nawet kilku metrów sprawiało mu trudność, więc zrezygnował z patrolowania, ale układał się w „strategicznym miejscu” by mieć wszystko na oku, szczególnie furtkę. Choć trzeba było pomagać mu wstać, to i tak nadal swoim wyglądem wzbudzał respekt. Wczoraj nastąpił moment, kiedy musieliśmy zrezygnować ze wszystkiego… Pozostało tylko przeświadczenie, że miał szczęśliwą starość.

Facebook: Foto Marek Kowal


Z SZAFY KOWALA. 1 MAJA 1977, NASZA KLASA

11111111

I Liceum Ogólnokształcące im. Jarosława Dąbrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Klasa IV c, a więc nasza klasa (maturalna). Takie czasy. Kto nie byłby na pochodzie nie miałby matury . I tyle…

Nie przypominam sobie jednak żebyśmy z tego powodu specjalnie cierpieli. Byliśmy młodzi, ciekawi świata i pełni nadziei.
Przypomina mi się natomiast taka obyczajowość.Wszyscy starali się nie dać sobie wtrynić „szturmówki” czerwonej. Już lepiej paradować w pochodzie z flaga białoczerwoną. Później jak najszybciej trzeba było zdać chorągiew, odhaczyć się na liście i na lody, kawę lub piwo (to ostatnie w tamtych czasach nie było takie oczywiste dla licealistów).

Na zdjęciu pierwszym maszeruje mój przyjaciel ze szkolnej ławy od podstawówki, Grzesiek Janiszewski. Po 30 latach odnaleźliśmy się, a przed ośmiu laty został ojcem chrzestnym mojej córeczki Oliwki. Na zdjęciu piątym Bogdan Borowski. Pierwszy został wezwany do Ostatecznej Odpowiedzi. Któryś z kolegów powiedział na pogrzebie, że nam już będzie łatwiej, bo jak kogoś z nas wyrwą do tej Tablicy, to będzie miał nam kto podpowiadać. Jest już tam Bogdan.

Na innych fotkach jest między innymi facebookowa znajoma Ewa Tarkowska (wtedy Bledziewska). Na jednym zr zdjeć na marekkowal.pl jest też inny facebookowicz Tomasz Zagozdon. Pozostałe koleżanki i kolegów zachęcam do oznaczania. Nie zrobiłem tego, gdyż nie wiedziałem czy życzylibyście sobie tego. Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam.

Facebook: Marek Kowal