Category: PRYWATNOŚĆ

POŻEGNALIŚMY MIRKĘ.

mmmmmmmmmmmmm

„Mireczko, zawsze u Was miło i dobrze się czuję. Dziekuję za gościnę” – powiedziałem. Uściskaliśmy się i pożegnaliśmy serdecznie. ..Nie myślałem, że na zawsze…

Z Mirką i Tomaszem , jej synem, spędziłem wielkanocny, niedzielny wieczór.  Mirka się rozgadała. Opowiadała o tym jak bardzo kocha swoje dorosłe już wnuki i jak za nimi tęskni. Jak bardzo cieszy się z bliskości syna Tomka. Opowiadała o swym niełatwym życiu.

Za tydzień, w sobotę (22.04), odeszła nagle i niespodziewanie. Tak jak żyła. Była pogodna , towarzyska i życzliwa. Zdążyła jeszcze tego dnia pogawędzic z sąsiadem i zajrzeć na spotkanie Koła Gospodyń Wiejskich w warszewickiej remizie. W ostatnich chwilach był przy niej syn.

Tomasz kiedyś dla swej mamy napisał wiersz:

„Ta jedyna”

W sercu każdego faceta

Jest, choć wiekowa, ale jedyna kobieta

I choć czas liczbę zmarszczek na buzi powiększa

To i tak nawet od zachodu słońca piękniejsza

Cieszy się ogromnie a z nią nawet świat cały

Gdy jej powiem, że mi plany życiowe się udały

Lecz gdy zły los na me rany nasypie soli

To Ją najbardziej serce zaboli

A gdy mi złość krzykliwym słowom wodze popuści

Nic nie odpowie, lecz z łezką w oku głowę opuści

Więc na me usta wciska samo

……….”Kocham Cię mamo”

….. Pożegnalismy Mirkę na strykowskim cmentarzu rzymskokatolickim. Według dokumentów nazywała się Włodzisława Miśkiewicz, ale wolała imię pod którym wszyscy ją znali i lubili.

Gdy staję na ganku mojego domu, widzę dom Mirki, prześwitujący przez zarośla. Mam wrażenie jakby nadal się tam krzątała…

Facebook: Foto Marek Kowal


INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ. NOWA KSIĄŻKA. „JEST STRASZNIE DUŻO DOBRYCH LUDZI…”

IPNIPNIPNIPN

W sali pałacowej Instytutu Europejskiego w Łodzi ( dawna willa Schweikerta) zaprezentowano najnowszą książkę wydaną przez łódzki oddział Instytutu Pamieci Narodowej: „Jest strasznie dużo dobrych ludzi”. Autorzy, Leszek Próchniak i Milena Przybysz zawarli w tym monumentalnym dziele korespondencje i zapiski mieszkańców Łodzi i regionu z okresy stanu wojennego. Wiele tu korespondencji osób internowanych i ich rodzin, zdjęć, także z archiwów prywatnych oraz wycinków z prasy oficjalnej i podziemnej. Opublikowano też bezcenne fotokopie dokumentów, ulotek, grypsów, więziennych notatek i rysunków. Tak autorzy w skrócie zdefiniowali  bohatera tej ksiażki: ” Stan wojenny nie zniszczył ludzkiej solidarności, choć Solidarność została zamknięta w ośrodkach odosobnienia i wiezieniach. Jest strasznie dużo dobrych ludzi – to cytat z listu jednej z bohaterek książki, łodzianki, której w grudniową noc zabrano z domu męża. Ten trudny okres polskiej historii został ukazany w formie reakcji uchwyconych na żywo, utrwalonych w listach i dziennikach; mieszkańca Łodzi; internowanego członksa Solidarnosci; uczestnika demonstracji; wolontariusza ośrodka pomocy represjonowanym; nauczyciela broniącego godnosci pracownika polskiej oswiaty; rodzica drżącego o los dziecka zabranego z domu; nastolatka, który nie rozumie nieobecnosci ojca, osamotnionej żony i matki” . W willi Schweikerta spotkali się miedzy innymi uczestnicy tych wydarzeń( także członkowie ich rodzin). Między innymi na spotkaniu wspominała okes internowania Zofia Gromiec, której obszerna korespondencja z mężem zawarta jest w treści książki. Obecny był też legendarny przywódca łódzkiej Solidarnosci z tamtych czasów Andrzej Słowik.
Mam w tej książce swój, co prawda bardzo, bardzo, bardzo skromny udział. Wykorzystano foto z mojego archwum.

Wpisy zajawiane są też na moim profilu facebooka ” Foto Marek Kowal ”


DZIĘKI…

MKMKMKMKMK

Niespecjalną uwagę przywiazuję do swoich „dat magicznych”. Tym niemniej Wasze życznia i serdeczności na facebooku przy okazji wczorajszych urodzin są dla mnie niezwykle miłe i cenne. Dziekuję! Nie byłbym sobą, gdybym do tych podziękowań nie dołączył jakichś zabawnych fotek. Tym razem ku uciesze Szanownej Publiczności, z „Szafy Kowala” wygrzebałem zdjęcia samego Kowala. Jeszcze raz dziękuję!!


FIRMA 50+. BURZA POMYSŁÓW.

inseinseinse

Uczestnikami projektu realizowanego przez Instytut Społeczno-Ekonomiczny są osoby po piećdziesiątce. Ludzie młodzi , bo jak określić tych, którzy swe oryginalne pomysły na biznes nie wahają się realizować od podstaw. A, że oprócz fantazji i aktywności potrzebna jest też wiedza, to tymczasem podzieleni na grupy przystąpiliśmy do warsztatów z podstaw prowadzenia działalności gospodarczej , symulacji prowadzenia takiej działalności, warsztatów z opracowania biznesplanu. Jesteśmy już po dwóch całodziennych wykładach na temat promocji i marketingu a także podstaw prawnych działalności gospodarczej, prowadzonych przez panią Monikę Milton i pana Mariusza Miśkiewicza. Po zakończeniu szkoleń i pozytywnym zaopiniowaniu naszych biznesplanów w kwietniu zostaniemy wsparci ponad 40-tysięczną dotacją i roczną opieką mentorów pomagających nam w prowadzeniu firm.
Projekt Instytutu Społeczno-Ekonomicznego jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Po ocenie złożonych formularzy rekrutacyjnych i indywidualnych rozmowach kandydatów z doradcą zawodowym do projektu zakwalifikowano 61 pań i 49 mężczyzn z wytypowanych powiatów województwa łódzkiego.
Z sympatią pozdrawiam Regionalne Centrum Wolontariatu Centerko, dzięki któremu dowiedziałem się o rekrutacji do projektu INSE.

Wpisy zajwiam kilkoma zdjeciami na facebooku Foto Marek Kowal


ODSZEDŁ JERZY KOSSELA (CZERWONE GITARY) WSPOMNIENIE

czgitczgit

„Czas nie liczy się kiedy zaczynamy grać”. Tak na pierwszej płycie z 1966 roku śpiewały Czerwone Gitary. W jej nagraniu uczestniczył jeszcze współzałożyciel grupy Jerzy Kossela. Później w wyniku konfliktu z Krzysztofem Klenczonem nie grał z zespołem. Mój pierwszy koncert jaki obejrzałem w życiu to był właśnie występ Czerwonych Gitar w hali sportowej Lechia w Tomaszowie Maz. Byłem tam z moimi rodzicami. Nie było już w zespole ani Kosseli, ani Klenczona. W 2012 roku nadarzyła się okazja, by pierwszym „dorosłym” koncertem dla mojej córeczki Oliwki stał się także koncert Czerwonych Gitar. Wybraliśmy się więc do łódzkiej Wytwórni. W nowym składzie sformowanym przez Jerzego Skrzypczyka znów znalazł się Jerzy Kossela (fot. 2 i 3 pierwszy z prawej). Nie był jednak w najlepszej formie zdrowotnej.Często zmieniał go młodszy kolega. Fotki zrobiłem lichym telefonikiem, ale pamiątka jest. Zdjecie czarno białe pochodzi z roku 1990, kiedy to reaktywowane Czerwone Gitary ruszyły w wielką trasę koncertową z okazji 25-lecia działalności. Jerzy Kossela drugi z lewej. Obok Seweryn Krajewski, któremu właśnie 3 stycznia „stuknęła” 70-ka. Dalej Jerzy Skrzypczyk i Bernard Dornowski.
Jerzy „Juras” Kossela zmarł dziś w Gdyni. Miał 74 lata.

Zajawki tych wpisów są też na facebooku Foto Marek Kowal


Z SZAFY KOWALA. CZAS RELAKSU.

ssssss

Oczywiście w każdej epoce wielu jest miłośników tego rodzaju zajęć rekreacyjnych. Fotki pochodzą z połowy lat 80-tych. Żeby nie było, że się tylko naśmiewam , to na zdjęciu „alkohol wrogiem” występuję osobiście. Niestety nie pamiętam , który z kolegów je zrobił. Jeśli autor się poczuwa to proszę się przyznać w komentarzu na fb ( ta fotka gdzieś z początków 90-tych)


BENEDYKT JERZY HOŁDROWICZ. ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI.

dz850089sdssss
Benedykt Jerzy Hołdrowicz. Zwyczajnie mój Dziadek Jurek. Jako młody chłopak brał udział w rozbrajaniu Niemców. Później zaciągnął się ochotniczo do wojska by wziąć udział w wojnie 20-tego roku i w „Cudzie nad Wisłą”. Uhonorowany został Odznaczeniem „Polska swemu obrońcy 1918-1921”. Cenił sobie to odznaczenie. Na zdjęciu zauważyłem je przypięte do munduru, w którym brał ślub z naszą Babcią Eugenią (ze Stawińskich). W latach 30-tych jako porucznik WP pracował w sztabie obrony przeciwlotniczo-gazowej w Tomaszowie Mazowieckim . Zachowała mi się nawet bardzo zniszczona gazeta z 1933 roku, w której jest zapowiedź jego odczytu na ten temat. Są też zdjęcia z ćwiczeń i z kolegami oficerami. W 1939 roku walczył w kampanii wrześniowej. Ranny w bitwie nad Bzurą trafił do niemieckiej niewoli. Zdjęcia, nieśmiertelnik, Nowy Testament ze stemplem obozowej cenzury i milicyjna przepustka pozwalająca mu wrócić z oswobodzonego oflagu Woldenberg do domu, to relikwie z tamtego okresu. Jako sanacyjny oficer liczył się z zagrożeniami ale wrócił do rodzinnego Tomaszowa Mazowieckiego, do żony i trzech córek, Basi, Ewy (mojej Mamy) i Magdy. Kilka miesięcy leczył się z poobozowego wyniszczenia. Wrócił wychudzony, zarobaczony, bezzębny. Udało mu się uchronić przed ciężkimi represjami. Oddał się pracy dla pomyślności takiej Polski jaka wówczas była, budowaniu przyszłości swoich córek, później wnuków. Na emeryturę odszedł jako dyrektor jednego z tomaszowskich zakładów pracy. Zmarł w 1977 roku.
 
Kasiu, Małgosiu, Piotrze i Wojciechu – to nasz Dziadek. Beato, Damianie, Ido, Igorze, Marcinie, Oliwko i Ninko – to wasz Pradziadek. Jesteśmy dumni z naszego Dziadka Jurka i z tego, że jesteśmy Polakami.


FOTO MAREK KOWAL CV

cvsss

Stronę założyłem, by zamieszczać tu fotografie będące plonem mojej pasji i ponad 30-letniej pracy fotoreporterskiej. Będą tu archiwalia i aktualności.

Nazywam się Marek Kowal. Urodziłem się 2 lutego 1959 roku po to by być fotoreporterem… Naprawdę… Rejestracja obrazu, fotografowanie było przez całe moje życie powietrzem w płucach i krwią w żyłach. Pierwsze zdjęcia, które pamiętam ( kiedyś je pokażę ) pstryknąłem w wieku niespełna 4 lat przy pomocy Wujka Krzyśka. Potem zafascynowała mnie ciemnia urządzana przez mojego Tatę w kuchni lub łazience. Wywoływanie zdjęć to była prawdziwa magia. Czułem, że zapisywanie obrazów, ich utrwalanie to nie tylko pasja , ale i obowiązek. Smiena 8 i Zenit E mi w tym pomagały. Do dzisiaj są ze mną…

Gdy „podrosłem” zdjęcia wysyłałem do rożnych redakcji, niespecjalnie wierząc w sukces. Aż tu znienacka jesienią 1976 roku Głos Robotniczy opublikował moje zdjęcie. Potem kilka następnych. Publikowała też moje zdjęcia lokalna, tomaszowska Trybuna Robotnicza. Byłem wtedy w 4 klasie liceum. Po maturze wraz z rodzicami i siostrą przeprowadziłem się z Tomaszowa Mazowieckiego do Łodzi. Łatwiej było mi się kontaktować z redakcją… A w redakcji Głosu natrafiłem na wspaniałego człowieka , redaktora sportowego Mieczysława Wójcickiego, który poznał się na moim talencie. Wciągał mnie w fotografowanie sportu, akredytował na meczach, wiele mnie nauczył. W ten sposób współpracowałem z redakcją Głosu Robotniczego jednocześnie pracując jako instruktor kulturalno – wychowawczy w klubach osiedlowych Spółdzielni Mieszkaniowej Polesie na łódzkiej Retkinii. M. in. prowadziłem tam zajęcia z młodzieżą w kółku fotograficznym.

Stan wojenny przerwał współpracę z Głosem, ale w 1983 r. redakcja przypomniała sobie o mnie a 15 lutego 1985 zostałem etatowym jej pracownikiem. Na przełomie lat ‘80 i ’90 Głos Robotniczy przemianowano na Głos Poranny. Gazeta padła w 1994 roku.. Kilka miesięcy pracowałem dla Wiadomości Dnia , by od października 1995 związać się na 10 lat z łódzkim oddziałem Superexpresu. Redaktorem naczelnym tego oddziału był wtedy Paweł Patora, najlepszy mój szef ze wszystkich szefów. Później jeszcze przez blisko 3 lata współpracowałem  na zasadzie samozatrudnienia z redakcją Expressu Ilustrowanego , co było jednak kosztownym błędem ( o tym przy innej okazji ). Potem niejako na „tacierzyńskim’ przez 2 lata wychowywałem moja córeczkę Oliwkę jednocześnie przez pewien czas współpracując z portalem „widzewiak.pl” . Zawsze z satysfakcją fotografowałem też dla Fundacji Ełkaesiak i jej szefa, prawdziwego pasjonata Jacka Bogusiaka. Poruszające są organizowane przez niego benefisy dawnych gwiazd ŁKS, które ja fotografowałem na boiskach w latach ich największej świetności.

W międzyczasie „zszedłem na psy”. Zostałem rzecznikiem, fotografem i kronikarzem firmy prowadzącej schronisko dla psów i patrol inspektorów ds. ochrony zwierząt (o tym też przy innej okazji).

Po czym na rok zaszyłem się wśród lasów i łąk Wzniesień Łódzkich prowadząc niemalże pustelnicze życie w otoczeniu moich zwierząt: dwóch psów, dwóch kotów ( ostatnio + 5, ale z szansą na adopcje ), 3 ryb akwariowych, żółwia stepowego i jadowitego pająka ptasznika. (Nie zapominając o przechadzających się nieopodal bażantach, lisach, sarnach, jeleniach, zającach i innych zwierzętach z łąk i lasu)

Ostatnio przeprosiłem się z torbą fotoreporterską i aparatem udzielając się wśród życzliwych sąsiadów z sołectwa i gminy. Uwierzcie mi, że fotografowanie gminnych zawodów strażackich czy meczów piłkarskiej B-klasy może być równie fascynujące jak zdjęcia z Ligi Mistrzów czy reprezentacji np. Polska – Anglia na Wembley.

Zapraszam, zaglądajcie na moje strony: www.marekkowal.pl, facebook „ foto marek kowal” i będąca w budowie stronę agencyjną . Będzie tu dużo archiwaliów z 30 lat pracy fotoreporterskiej. Będą też aktualności. Aa… byłbym zapomniał. Archiwalia z lat 80-tych można też oglądać w albumie moich zdjęć wydanym przez Instytut Pamięci Narodowej pt „Ostatnia dekada. Lata 1980 – 1990 w Łodzi i regionie okiem fotoreportera Głosu Robotniczego”. Książka powstała staraniem Pawła Spodenkiewicza, historyka Instytutu, który opracował moje wspomnienia i komentarze do zdjęć oraz opatrzył całość wiedzą historyczną na temat działalności tej gazety oraz jej fotoreportera w ówczesnych realiach. Z Pawłem Spodenkiewiczem miałem okazję przez kilka lat pracować w Superexpressie. Swoje wspomnienia z tego okresu zawarł on w książce pt „Brukowiec”, gdzie wśród opisywanych wydarzeń i postaci naszych znamienitych kolegów redakcyjnych poświęcił nieco uwagi fotoreporterowi Kowalowi. Wśród publikacji książkowych szczególnie sobie cenię obecność moich prac w książce „Najdłuższe pół wieku. Kalendarium Łodzi 1939-1989”.

Dołączam galerię zdjęć swojej osoby, nie po to by epatować Szanowną Publiczność „własną przystojnością” , lecz by przypomnieć się znajomym z różnych okresów życia. Cóż… „ z geriatrią na ty”. Lata lecą a człowiek się zmienia. Oczywiście zdjęcia do tej galerii zostały dobrane głównie ku uciesze osób, które zechcą na nią zerknąć. Nie mają wiele wspólnego z codzienną pracą fotoreportera. Oprócz „foci z własnej rąsi” pokazuję też zdjęcia autorstwa m.in. Jarosława. Janiaka, Krzysztofa Jeziorskiego, Łukasza Kasprzaka, Małgorzaty Kujawki, Pawła Łachety, Wojciecha Markiewicza, Grzegorza Michałowskiego, Pawła Nowaka, Cezarego Pecolda, Moniki Pietras, Piotra Polowego, Włodzimierza Sierakowskiego, Mariana Zubrzyckiego i innych. Wybaczcie koleżanki i koledzy, że opatrzę je swoim znakiem wodnym,, głównie po to by ich „piracenie” w celu np. hejtu nie było bezkarne. Tak jak wszystkie inne, również ta galeria w miarę „dokopywania się” do nowych pozycji będzie uzupełniana.