ttykloutree66

Wywodzimy się z Wolborza, od Małgorzaty ( z Miderów 1890-1969) i Andrzeja ( 1884 – 1950 ) Mierzejewskich. Spotkaliśmy się w ostatni weekend. Byli ci mieszkający nadal w Wolborzu i w okolicach, ale także ci rozproszeni po różnych zakątkach kraju i Europy. Byli też nasi bliscy, którzy postanowili dzielić z nami życie i tradycje rodzinne. Niesamowite były pierwsze chwile spotkania. Niektórzy widują się często, inni spotkali się po kilkunastu a nawet kilkudziesieciu latach, jeszcze inni zobaczyli się po raz pierwszy. Ród nie zaginie, przyjechało też sporo maluchów. Można było na specjalnych tablicach przypomnieć sobie swoje usytuowanie w drzewie rodzinnym. Dla wszystkich przygotowano kartki z imionami do przyklejenia na piersi by łatwiej było się nawzajem rozpoznać 🙂 Niezwykłą pamiątką będzie zdjęcie najstarszego z rodu, mojego taty, Stefana Kowala (84 lata) wnuka Małgorzaty i Andrzeja) i najmłodszego 4,5-miesięcznego Piotrusia Mierzejewskiego, ich praprawnuka. Na tym zlocie była też moja siostra Małgorzata z mężem Krzysztofem.

Wiele lat temu moja babcia Marysia ( Marianna Kowal z Mierzejewskich ) sięgnęła pamięcią jeszcze dalej a ja to nagrałem na taśmie. Wspomniała swoich dziadków czyli ojca i matkę Andrzeja. Byli to Roch i Marianna. Wspominała także ojca i matke Małgorzaty, czyli Antoniego Miderę i Józefę z Walaśkiewiczów. Moja babcia na fot. 2 ze swoim prawnukiem a moim siostrzeńcem Marcinem Gabryelczykiem. Marcin ma teraz 31 lat i siedmiomiesięcznego syna Juliana.

Przypomniała mi sie niesamowita i w pełni autentyczna historyjka dotycząca prababci Małgorzaty. Przed laty krażyłem po terenie zbierajac materiały dziennikarskie. Kiedyś miałem przejeżdzać przez Wolbórz. Postanowiłem zajrzeć na cmentarz, zapalić świeczke przodkom. Późna jesień, zmierzch i mrzawka. Pusty cmentarz. Wiedziałem z grubsza gdzie jest ta mogiła ale nie mogłem znaleźć. Łaże, szuru buru po zeschłych liściach, aż słyszę jakies stuk puk, stuk puk. Idę w tamtą stronę. Na grobie prababci był wtedy prosty metalowy krzyż, a tablica z nazwiskiem oberwała się z jednej strony. Stąd to pukanie na wietrze. Tak prababcia Małgosia przywołała mnie bym nie przyjeżdżał na marne i jak już tu byłem to jednak bym trafił do niej.

I jeszcze jedno. Zawsze gdy przejeżdżałem przez Wolbórz to wspominałem pagórek na którym piorun zabił pradziadka Andrzeja. Nieopodal prowadzi droga do Łodzi przez Baby.

Facebook: Foto Marek Kowal